Dlaczego zaczęłam lubić poranki?


Ustalmy to od razu, dla każdego poranek może znaczyć coś innego. Jeśli ledwo otwierasz zaspane oko, a na zegarku już 12 z hakiem, to raczej omija Cię ranna rosa. A gdy Twój budzik brzęczy już o 6, to przez pół roku masz szansę załapać się na wschody słońca. Pod warunkiem, że cokolwiek odwróci Twoją uwagę od łóżka, za którym wodzisz tęsknym wzrokiem.

Nie wiem jak wyglądają prawdziwe statystyki: czy więcej jest rannych ptaszków czy nocnych marków. Wiem za to, że żaden skowronek nie stanie się w pełni sową, nawet jeśli zmusi go do tego rzeczywistość. Jestem z tych, którzy dzień zaczynają dość wcześnie, ale i spać z kurami nie chodzę. (Wiem, co mówię – za dzieciaka spędzałam wakacje na wsi i zawsze to ja gasiłam im światło. ;))

DOBRE I ZŁE POBUDKI

Gdy kilka lat temu zaczęłam pracę w lotnictwie, mój zegar biologiczny trochę oszalał. Odkryłam, że istnieje życie przed 4 rano, a nawet ma ono swoje specyficzne uroki. Samolot zaparkowany na płycie lotniska nie tylko nie zarabia, ale i przynosi straty – to dlatego godziny porannych wylotów są takie szalone. A póki nie ma szans, by do kołującego samolotu wbiec jak do autobusu – co druga osoba nie zmruży nocą oka ze strachu, że zaśpi na poranny rejs.

Tak na pocieszenie, załogi muszą stawić się na briefing nawet 70 minut przed startem. Więc jeśli dzień rozpocznę lotem o 6:30, to w biurze muszę być już o 5:20, a jeszcze trzeba dojechać na lotnisko, ogarnąć zaspane oblicze, a nawet spróbować zjeść śniadanie…? Tu właśnie okazuje się, że tylko w moim oknie na całym osiedlu świeci się światło. Miasto śpi, a ja zaczynam dzień, czując się niemal jak stróż nocny (ale raczej taki, co przysypia na warcie…) Co więcej, studencki kwadrans spóźnienia nie wchodzi w grę. Gdy nie zdążę w porę zalogować się do systemu, telefon od crew dispatchera obudzi kogoś na dyżurze. A tego, wierzcie mi, nikt nie znosi, bo w ciągu godziny trzeba być na lotnisku.

Wstawanie przed słońcem daje się we znaki. Zrywając się z łóżka między 2:00 a 5:59, zaburzamy swój naturalny cykl dobowy. Ten przedział czasowy nazywa się window of circadian low (wtedy po prostu marzysz tylko o spaniu). Gdy nasza zmiana zaczyna się lub kończy w tym okienku, odpowiednio skraca się dozwolony czas pracy, a wydłuża się czas na odpoczynek.

OBIETNICA PORANKA

Wstawanie o świcie ma swoje zdecydowane plusy, jak choćby omijanie korków. Jadąc do pracy przez opustoszałe ulice, drogę może mi przeciąć co najwyżej pociąg, kot, dostawca pieczywa lub imprezowicz, któremu uciekł ostatni nocny. Zaspane miasto, nad którym wisi wielki księżyc ma trochę klimat jak z filmów noir, a z radia leci wyłącznie muzyka, bez przerw na monologi spikera.

Jeśli potrafisz skupić się na pracy tylko w całkowitej ciszy, nie ma na to lepszej pory niż świt. Przewaga ciszy panującej rano jest taka, że dopiero budzisz się do życia, masz czysty umysł po przespanej nocy i żadne wydarzenia minionego dnia nie chodzą ci po głowie. Każdy dzień możesz okrzyknąć „pierwszym dniem reszty swojego życia” i wykorzystać swój szczyt wydajności na: trening, zaległości w pracy lub czynności, na które szkoda czasu, gdy reszta domowników jest już na chodzie. Potwierdzono nawet, że nasze porażki związane z samokontrolą zdarzają się właśnie na koniec dnia – bo wtedy zapasy silnej woli są już na wyczerpaniu. To dlatego o 18 łatwiej się skusić na pączka, niż jeszcze 8 godzin wcześniej.

Lubię ćwiczyć rano, bo dzięki temu łatwiej mi trzymać się swojego planu. Gdy odłożę trening na później, nigdy nie wiem czy dzień nie ulegnie zmianie o 180 stopni. Porannych rytuałów może być więcej: spacer z krokomierzem po bułki, 20 minut z książką, 50 długości na basenie (rano zdecydowanie łatwiej o pusty tor), pół godzinki na naukę języka obcego, itd.

JAK NIE PRZESPAĆ ŻYCIA

Na studiach zarywało się nocki z dwóch powodów: imprezowanie albo zakuwanie. Funkcjonując w dwóch trybach od 3 do 5 lat, łatwo rozregulować swój wewnętrzny zegarek. Opuszcza student uczelnię i nie może się nadziwić, że jeśli nie prześpi połowy dnia, to ma nagle dwa razy więcej czasu. Choć jeszcze niedawno cytował filozofa:

„Kto rano wstaje, ten ma przed sobą cały dzień udręki”. 

Kiedyś nie przepadałam za porankami, bo były bardzo nerwowe. Po trzech drzemkach wyskakiwałam z łóżka jak oparzona, bo „jakim cudem zrobiło się tak późno?!” W biegu łapałam autobus do pracy, w biegu gryzłam kanapkę i zwykle zapominałam czegoś zabrać z domu. Czasem był to, ups!, portfel. Oczywiście orientowałam się, kiedy za plecami słyszałam znajome „Bileciki do kontroli!” 

Gdy przestałam pracować w trybie 8-16, paradoksalnie nauczyłam się lepiej zarządzać czasem. Praca zmianowa siłą rzeczy wymaga solidnej organizacji i dyscypliny – również w kładzeniu się spać. To jedno przychodzi mi z największym trudem – bo jak tu zasnąć o 20, gdy latem to niemal środek dnia, a zza okna słychać wesołe dźwięki miasta? Cóż, czasem jestem jak mała dziewczynka, która nie chce wrócić do domu na kolację, a czasem po prostu opuszczam czarne jak smoła rolety.

Nastawianie alarmu na 3:30 nie sprawiło, że zmieniłam się w skowronka, ale na pewno bardziej doceniam wartość snu i nie zarywam już nocek bez dobrego powodu. Być może fenomen poranka polega na tym, że jeszcze wszystko może się wydarzyć? 🙂

25/02/2018 By ohmydag zalatana Share:

6 thoughts on “Dlaczego zaczęłam lubić poranki?

  1. Brutus pisze:

    To prawda, wstawanie rano jest bardzo ważne i ciężko przestawić się na odpowiedni rytm czasu. Nie wiem jak udaje Ci się Daga zarządzać twoim czasem z uwagi na twój system pracy ?

  2. Jagoda pisze:

    Czy wogole da się doprowadzić jakoś oblicze do normalności o tej godzinie ? 😀 a z ciekawości jak musisz wstać o tej 3:30 to o której chodzisz spać ? Ja po spaniu 6 h mam takie worki pod oczami że hoho

    1. ohmydag pisze:

      To przychodzi z czasem 🙂 Wstaję od razu bez żadnej drzemki, gorzej właśnie położyć się spać. Zwykle staram się spać chociaż te 6-7 h, a czasem kończy się na kilku mniej, niestety.. Przyzwoicie byłoby być przed 22 w łóżku. 😉

  3. Brutus pisze:

    Niby 6-7 godzin to minimum, które człowiek musi poświęcić na sen ale po ciężkim dniu te minimum może nie być zachowane z uwagi na regenerację organizmu, która u każdej osoby jest inna.

    1. ohmydag pisze:

      No pewnie, dokładnie tak jest. Jeśli się zarwie nockę, to dopiero po 2 kolejnych przespanych w pełni nocach można czuć się “całkiem sobą” 🙂

  4. Brutus pisze:

    Coś w tym jest co piszesz choć nie zawsze się sprawdza. Jest jedna rzecz co zachęca do rannego wstawania to przepiękny wschód słońca który zachwyca swoją kolorystyką i wielkością. 😱

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: