POTRZEBUJESZ WIĘCEJ "MNIEJ", CZYLI MINIMALIZM PO MOJEMU


Z czasem ze wszystkiego się wyrasta. Zmieniają się idole: kiedyś chciało się żyć szybko jak James Dean, a kilka lat później wiesza się już tylko designerski plakat z jego podobizną. Zmienia się podejście do czasu: kiedyś płynął wolną żabką i nikt nie musiał się z nim ścigać – teraz zasuwa kraulem i trudno go złapać. Zmienia się też podejście do rzeczy: zbędne przeszkadzają, robią bałagan, irytują swoją krótkotrwałością i szybko się nudzą. I w końcu zaczynasz rozumieć, że życie to jednak czasownik, a więcej frajdy dają nowe przeżycia, a nie nowe przedmioty.

Jestem prawie pewna, że gdybym urodziła się w innej szerokości geograficznej – w miejscu pełnym słońca – potrzebowałabym do życia znacznie mniej niż teraz. Słońce daje mnóstwo energii do działania i sprawia, że proste rzeczy nabierają znaczenia. Latem potrzebuję w sumie tego, co mieści się w małym plecaku: książka, butelka wody, okulary, muzyka, trochę złotówek na pyszne lody.

Tylko czy da się żyć tak prosto przez cały rok i czuć się z tym naprawdę dobrze?

MIEĆ MNIEJ, CZUĆ WIĘCEJ

Moja droga do minimalizmu prowadzi po nitce po kłębka. To znaczy, że daleko mi do stereotypowego minimalisty, którego cały dobytek mieści się w jednej torbie. I pewnie nigdy tego stanu nie osiągnę, bo minimalizm można rozumieć po swojemu i posługiwać się nim jak scyzorykiem – zgodnie z potrzebą. Gdy dookoła wszystkiego jest za dużo: promocji w marketach, gigabajtów, smogu, plastiku, możliwości, presji, okazji – coraz trudniej podejmować decyzje, bo każda z nich wiąże się z rezygnacją z tysiąca innych opcji: może fajniejszych, tańszych, ciekawszych? Ten ciągły niedosyt rodzi frustrację, a ona zabija radość z tego, co się wybrało. I tak w kółko.

Tu przydaje się umiejętność cieszenia się z małych rzeczy i zaufania samemu sobie, że to, co się wybrało, jest najlepszą z możliwych opcji. Bez oglądania się za siebie, porównywania, szukania alternatywy. Pytanie za 100 punktów: „Jak żyć?” lepiej rozwinąć do: „Jak żyć ciekawiej/intensywniej/wolniej/prościej/lepiej/po prostu fajniej?”

MODNE SŁOWO NA M

Minimalizm zrobił się modny, ale to moda, której warto ulec – byle po swojemu. Po pierwsze, jest to proces, który zaczyna się od małego impulsu. U mnie była to kolejna przeprowadzka, kiedy odkryłam, że połowę moich rzeczy tylko przewożę z miejsca na miejsce w pudłach, których nawet nie rozpakowuję. Po drugie, minimalizm wiąże się ze zmianą, której trzeba po prostu CHCIEĆ i widzieć w niej SENS. Po trzecie, upraszczanie życia daje szybkie efekty, które da się od razu zauważyć i odczuć: mniej rzeczy w mieszkaniu to mniej czasu na sprzątanie, mniejsza potrzeba kupowania przedmiotów to więcej oszczędności na przyjemności, odnalezienie swojej pasji to brak potrzeby szukania szczęścia na zakupach, itd.

Minimalizm może zacząć się w momencie, gdy szykujesz się na miesięczną podróż i swoje manatki musisz zmieścić w 50 litrowym plecaku.

Lub gdy masz dość otwierania szafy, z której lawinowo wysypują się ciuchy i inne graty.

Albo gdy odkrywasz, że więcej radości dał Ci dzień spędzony na rowerze (wydane: 30 zł) niż zakupy w galerii handlowej (wydane: 300 zł).

To wrażenia, doznania, przygody i spotkania cieszą bardziej i na dłużej. Przyjemny ból ramion po wiosłowaniu kajakiem, zakwasy w łydkach po górskim trekkingu, nauka gry na gitarze przy ognisku.

O minimalizmie dużo uczą nas podróże – pod warunkiem, że nie są to wczasy all inclusive, których cena obejmuje wszystko, poza frajdą z wyjazdu. W podróżowaniu najważniejsze są doświadczenia – to najlepsze pamiątki przywiezione z urlopu, a im jest ich więcej, tym lepiej  – w dodatku nie podlegają dopłacie za nadbagaż.

PO PROSTU PROŚCIEJ

W szkole często nas pytali: Co byś zabrał na bezludną wyspę? To pytanie jest świetne dla początkującego minimalisty, który dopiero szuka sposobów na upraszczanie swojego życia, bo pozwala odkryć, czego nam trzeba do minimum szczęścia na co dzień. Ja bym zabrała mojego Kindle’a, bo książki mogą przenosić w dowolne miejsce na ziemi i silnie działają na wyobraźnię. Znalezienie takiej jednej rzeczy jest dobre na sam początek refleksji. Potem trzeba szukać dalej. Co byś mógł robić nawet za darmo? W jakich chwilach głośno się śmiejesz? Jakie jest Twoje prawdziwe „must have”?

Rozprawienie się z nawykiem gromadzenia i kupowania rzeczy jest łatwiejsze, gdy wiemy po co to robimy. Co minimalizm może zmienić w naszym życiu?

 

  1. Mniej pokus – podejmowanie decyzji jest znacznie prostsze, gdy nie kierujemy się modą, lajkami, impulsem czy reklamą, ale wyłącznie własnym zdrowym rozsądkiem, który jest najlepszym doradcą na zakupach.

 

  1. Planowanie czasu – jeśli cokolwiek w ogóle warto przeliczać na pieniądze, niech będzie to czas. Nie jesteś banknotem, żeby się rozmieniać na drobne. Do czasu, tak jak do rzeczy, lepiej podchodzić praktycznie – nie marnować, nie przepuszczać przez palce, liczyć się z nim i przeznaczać na wartościowe działania i ulubione przyjemności.

 

  1. Sprzątanie – gdy dookoła masz mniej rzeczy, łatwiej je odkładać na swoje miejsce, porządkować, a w razie potrzeby – spakować i przenieść w nowe miejsce. Często zdarza się, że kiedy jesteśmy źli, to zaczynamy sprzątać – właśnie dlatego, że czysta przestrzeń poprawia komfort psychiczny i pozwala uporządkować myśli.

 

  1. Podróżowanie – ograniczenie się do niezbędnych przedmiotów w codziennym życiu ułatwia każdy wyjazd, szczególnie ten spontaniczny – nawet gdy masz 10 minut na spakowanie się, dokładnie wiesz, co wrzucić do torby.

 

  1. Relacje – wraz z minimalizmem w posiadaniu rzeczy zmienia się też podejście do ludzi. Jeśli wcześniej nie miało się czasu dla swoich bliskich i znajomych, to tylko dlatego, że nie próbowało się go znaleźć. Gdy wiemy czego chcemy od życia, bardziej świadomie dobieramy towarzystwo – łatwiej nam odpuścić bezwartościowe relacje, które, poza chaosem, nic nie wnoszą.

 

W minimalizmie najbardziej lubię uczucie lekkości. Udało mi się już trochę określić własne minimum (rzeczy, zajęć, planów), które pozwalają mi wykorzystywać maksimum czasu. Żeby pewne miłe rzeczy się w naszym życiu zadziały, trzeba im po prostu zrobić trochę miejsca. A jeśli życie to czasownik, najlepiej go używać w liczbie mnogiej (z tymi, których się naprawdę lubi) i w czasie teraźniejszym (tu i teraz).

4 thoughts on “POTRZEBUJESZ WIĘCEJ “MNIEJ”, CZYLI MINIMALIZM PO MOJEMU

  1. Brutus pisze:

    Minimalizm to w dzisiejszych czasach coś rzadkiego a zarazem poszukiwanego. Minimalizm słów ułatwia nawiązywanie nowych znajomości a minimalizm korzyści sprawia dużo przyjemności i satysfakcji.

  2. Marta pisze:

    Też od jakiegoś czasu przechodzę na minimalizm 🙂 zaczęłam od kosmetyków, które nie mieściły się w szafce w łazience a z połowy nie korzystałam od miesięcy. Po czystce w kosmetykach przyszedł czas na ubrania. A im mniej rzeczy tym więcej energii. 😉

    1. ohmydag pisze:

      Od kilku lat nie kupuję nowego kosmetyku, dopóki nie skończę jednego – takie proste i take fajne. Po co mi 2 szampony, 3 kremy i 5 balsamów? Oszczędność pieniędzy i więcej miejsca. Z ciuchami też mi dobrze idzie, komponuję sobie od nowa garderobę, nie kupuję bez sensu ubrań, które po tygodniu się nudzą. 🙂

  3. Brutus pisze:

    To prawda, człowiek trzyma stertę rzeczy w szafie pomimo, że ich wszystkich nie potrzebuje. Najważniejsze to ubrać się w uśmiech i pozytywne nastawienie do świata bo wtedy każda osoba a przede wszystkim kobieta wygląda oszałamiająco.😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: