Jak uciec z martwego życia? Propozycja książki na wakacje


Latem wszystko jest trochę lżejsze: ubrania, jedzenie, życie ogółem. Częściej też sięgamy po lekkie książki, które czyta się zmrużonymi od słońca oczami: a to w knajpce w oczekiwaniu na pucharek lodów lub w cieniu palmy na drugim końcu świata. I tylko torby na urlop dziwnie ciężkie od zapasu literatury, jeśli wciąż wolimy papier od elektroniki.

Gdy wiosna płynnie przechodzi w lato, a upał panoszy się w mieście, chętniej czytam książki z wątkiem podróży, które umilają czas do urlopu i pozytywnie nakręcają na kolejny wyjazd.

Po krótkiej radiowej recenzji, którą usłyszałam jadąc autem, zatrzymałam się w najbliższej księgarni i kupiłam debiutancką książkę niemieckiego pisarza Benedicta Wellsa „Ucieczka z martwego życia”.

Bardzo lubię ten moment, gdy po raz pierwszy sięgam po książkę nowego autora, a dodatkowo, gdy jest to jego debiut – w końcu pierwszą książkę dopieszcza się na 100%, hm? Zwykle już kilka pierwszych stron decyduje o tym, czy mówimy tym samym językiem i czy książkę rzucę w kąt (szkoda życia na kiepskie historie!), czy dobrnę do końca.

„Ucieczka z martwego życia” to w sumie prosta historia, ale urozmaicona kilkoma dziwnymi wątkami i równie pokręconymi bohaterami. Najważniejszym z nich jest Robert Brenner, nauczyciel muzyki z monachijskiego gimnazjum, któremu za 3 lata stuknie 40stka. Głęboko w sobie skrywa żal z powodu niespełnionego marzenia o karierze muzycznej. Jego dawny zespół Kopfgeburt (niem. urojenie), z którego został wyrzucony, miał być przepustką do największych scen świata i tłumów groupies zdzierających gardło na koncertach. Nic z tego nie wyszło.

Tytułowe „martwe życie” to codzienność Roberta w skrócie: bez miłości, bez inspiracji, bez nadziei na zmianę. Jednak jak to w książkach bywa, te trzy rzeczy pojawiają się w jego życiu całkiem niespodziewanie i prawie równocześnie. Gdy do jego klasy dołącza nowy uczeń z Litwy, Rauli Kantas, Brenner odkrywa w nim ogromny talent muzyczny i już snuje w myślach wizję wspólnej kariery. Rauli gra na gitarze lepiej niż sam Hendrix, a gdy śpiewa Wonderwall grupy Oasis to brzmi bardziej przejmująco niż bracia Gallagher. Siedemnastoletni Rauli kłamie z nut równie dobrze jak z nich gra, bo ciężko się połapać, które z jego opowieści są prawdziwe, a które wyssane z palca. Raz na jakiś czas można go przyłapać z rewolwerem lub jak nerwowo notuje coś na małych karteczkach.

Od tej pory duet Brenner i Kantas staje się niemal nierozłączny, a wspólnym celem staje się podpisanie kontraktu z wydawnictwem i światowe tournée. Do kompletu osobliwości dołącza przyjaciel Brennera, Charlie Aguobe, czarnoskóry hipochondryk, który nie przebiera w słowach i jest typem raczej aspołecznym, a jedyna praca, która się go trzyma to zawód bramkarza w knajpie. Męskie trio przełamuje kobieca postać Lary, w której zakochuje się Brenner, choć ta jest już jedną nogą w Rzymie, gdzie stara się o przyjęcie do szkoły mody.

PODRÓŻ PO STRACONE MARZENIA

Sprawy zaczynają się komplikować: Rauliemu ciężko zaufać, jego buntownicza natura daje o sobie znać coraz bardziej, Charlie trafia do psychiatryka, a Brenner usilnie próbuje okiełznać szalonego przyjaciela i jednocześnie przypieczętować podpisanie kontraktu z młodym geniuszem gitary.

Ta książka ma w sobie dużo z tragikomedii, szczególnie w momencie, gdy cała trójka wsiada do starego, żółtego volkswagena i rusza do Stambułu z tajną misją Charliego, który dopiero co uciekł ze szpitala. Po drodze mijają Wiedeń, Budapeszt, Bukareszt, a w trakcie podróży okazuje się, że „tajna misja” wiąże się z przemytem narkotyków. Po drodze spotyka ich oczywiście masa dziwnych akcji, z czego najciekawszą jest narkotyczna wizja Brennera, który na haju trafia do knajpy straconych dusz. Spotyka w niej tajemniczego Roberta Zimmermana, starszego mężczyznę, który przy piwie dokonuje na Brennerze swoistej psychoanalizy i dość trafnie podsumowuje jego życie.

„Jest pan tutaj, ponieważ nie podejmuje pan żadnych decyzji. A to źle. Jeśli pan nic nie postanowi, zrobi to za pana życie. A życie podejmuje często gorsze decyzje, ponieważ karze słabość i wahanie. Świat został stworzony dla odważnych, a reszta płynie z nurtem, przy czym większość idzie na dno. Zastanówmy się więc, czy jest pan przynajmniej dobrym pływakiem. Powinien pan nim być, skoro nie chce pan podejmować żadnych decyzji.”

SŁODKO-GORZKIE LATO

Nie ma w tej książce happy endu, jest seria dziwnych splotów wydarzeń: od strzelaniny w Bukareszcie (w czasie której jeden bohater zostaje poważnie ranny), przez niedorzeczny pościg, katastrofę lotniczą (ciekawy wątek powieści!), wystawienie menadżera do wiatru, aż do powrotu do punktu wyjścia. Czytając ją miałam wrażenie dziwnego chaosu, ale też słyszałam dużo muzyki, która jest mocnym tłem całej historii i mimo wszystko byłam ciekawa jak potoczą się pokraczne losy tych niejednoznacznych bohaterów. Muszę też przyznać, że zakończenie było zaskakujące. I przejmujące.

Jeśli Benedict Wells chciał opisać w tej książce pustkę i smutek, jakie towarzyszą nam czasem bez względu na to, czy jesteśmy z kimś, czy sami, to z pewnością mu się udało. Okazuje się, że próba gonitwy za swoimi marzeniami faktycznie nadaje życiu sens, ale gdy marzenia te stają się nieosiągalne, nasze życie staje się egzystencją poniżej naszych oczekiwań i potencjału. Z powodu tych wniosków książka Wellsa na pewno nie jest lekka, łatwa i przyjemna, ale na pewno na tyle niesztampowa, że warto ją spakować do walizki i zabrać na urlop.

Książka doczekała się ekranizacji “Becks letzer Sommer”, więc po lekturze można zweryfikować swoje wyobrażenia z wersją kinową. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: