JAK UCIEKAĆ ZE STREFY KOMFORTU?


Celowo piszę: uciekać, a nie uciec. Nie wiem, czy da się tak całkowicie uwolnić od strefy komfortu, która nas ogranicza. Od tych wszystkich wygodnych rozwiązań, nawyków i jednego punktu widzenia. Wiem za to, że warto (a nawet trzeba!) przekraczać własne limity. Życie to nie gra w klasy, gdzie nie możesz wyskoczyć za linię.

Wyobraź sobie namiot w czasie szalejącej burzy. Siedzisz w nim sam i czujesz się bezpiecznie. W środku jest ciepło i sucho, ale masz ze sobą tylko śpiwór. 300 metrów dalej stoi namiot, w którym trwa mała imprezka. Jest tam kilka osób, muzyka, światło, dobre jedzenie i rozgrzewające trunki. Jeśli tam pobiegniesz, czeka Cię przemiły wieczór w super towarzystwie. A jeśli zostaniesz, pewnie pójdziesz spać, przeczekując nieciekawą aurę. Jeśli czytając to, od razu pomyślałeś: „Co za problem? Przebiegnę, zmoknę, ale czeka mnie super wieczór!”, być może nie wiesz, że są osoby, które za nic nie wyściubią nosa poza namiot, choć skrycie marzą o drugim scenariuszu.

Mniej więcej tak (w dużym uproszczeniu) działa strefa komfortu – stan, w którym tłumaczymy sobie swoje obecne położenie jako atrakcyjne, choć w głębi ducha czujemy, że chcemy czegoś więcej. Takie życie poniżej swojego potencjału i oczekiwań prowadzi do marazmu i ogólnego złego samopoczucia. Chcemy więcej, ale boimy się po to sięgnąć. Bo jest nam wygodnie, bo znamy nasz teren, bo jest ryzyko, że coś się nie uda i zawiedziemy samych siebie. To trochę tak jakbyś opatulił się kołdrą w zimny, jesienny wieczór, a każdą potrzebę wyjścia spod niej odwlekasz we nieskończoność, choć wiesz, że powinieneś w końcu to zrobić. 😉

RUTYNA TO ZOŁZA

O ile ogólne ogarnianie życia i planowanie codzienności jest umiejętności raczej przydatną, o tyle przesadna rutyna wkradająca się w dorosłe życie, zabija cały jego urok. Rutyna sprawia, że czujemy się zwolnieni z myślenia, działamy jak roboty. Jeśli we własne urodziny dziwisz się, że „to już?!”, chyba straciłeś kontrolę nad czasem i pozwalasz dniom stapiać się w jedną masę. Antidotum na nudę to nie konkretne rozwiązanie, ale próba zrobienia czegoś inaczej niż do tej pory. Każdy we własnym zakresie. Jeśli nie poszukasz nowych wyzwań, nigdy się nie dowiesz, że potrafisz myśleć i działać inaczej. Jeżeli nie postawisz się w niekomfortowej (bo nieznanej) sytuacji, nie przekonasz się, że kreatywność to Twoja największa siła. Od jakiegoś czasu coraz częściej myślę, co bym robiła w życiu, gdybym niczego się nie bała?

BOISZ SIĘ? DZIAŁAJ!

Mówi się, że strach ma wielkie oczy. U mnie działa to tak, że gdy czymś się bardzo stresuję, to patrzę w lustro – prosto w te swoje wystraszone, szeroko otwarte ślepia – aż wyda mi się to na tyle śmieszne, że osoba w po drugiej stronie lustra uśmiecha się i w mig nabiera odwagi.

Od dawna lubią się mnie trzymać dziwne historie i tak, kiedyś, pędząc na rekrutację do linii lotniczych w stolicy, znalazłam się totalnej kropce. Okazało się, że aplikacja poprowadziła mnie na złą stronę ulicy. Od umówionego miejsca dzieliła mnie (sic!) droga szybkiego ruchu i dwie barierki. To jeszcze nic. Gdy już cudem uszłam z życiem, biegnąc slalomem między autami, czekało mnie najlepsze. Otóż przede mną rozciągał się ogromny teren budowy (czyt. błoto, błoto, dużo błota) i ani jednej ścieżki, po której mogłabym przejść. Panowie robotnicy z niemałym zaskoczeniem zmierzyli mnie wzrokiem, czyli dziewczynę w ołówkowej spódnicy, w butach na obcasie, stojącą na kupie błota, a następnie rzucili tylko: „Psze Pani, tu pani nie przejdzie!” Pff, ja nie przejdę? Panowie, sorry, ale ja MUSZĘ!

Widząc moją determinację, dwóch rosłych mężczyzn w odblaskowych ogrodniczkach pomogło mi przejść przez istny tor przeszkód, ratując mnie przed zapadnięciem się w błoto po kolana. Bo łydki, rzecz jasna, były już uwalone. Patrzę na zegarek – o zgrozo – zostało mi 10 minut do spotkania, a ja wyglądam jak chodzące nieszczęście. No, ale nie ma tego złego – na horyzoncie stacja benzynowa, więc biegiem lecę tam, żeby wyszorować buty. Ha! Myślicie, że to koniec? Nic z tych rzeczy. Na stacji – uwaga – nie było wody!!! Jeden z pracowników, widząc mój szok i niedowierzanie na jego „Przepraszam, mamy małą awarię…”, od razu rzucił się po butelkę mineralnej i paczkę chusteczek. Takim to orężem doprowadziłam swoje buty do (względnego) porządku.

I wiecie co? Dostałam wtedy tę robotę, a czas w niej spędzony uważam za jeden z lepszych okresów w życiu. A przyznam się, że po drodze miałam myśli, żeby się wycofać.

TRZYMAJ SIĘ TEGO, CO DODAJE CI PEWNOŚCI SIEBIE

U mnie jest to sport. Może zabrzmi banalnie, ale każdy, kto kocha wszelkie aktywności, wie, jak mobilizująco i inspirująco działa wysiłek fizyczny. Nie ma dnia, żebym nie uśmiechała się po treningu i nie wpadała na nowe pomysły w czasie biegania. Od zawsze byłam bardzo aktywna. Dziewczynka, która do późnego zmroku skakała przez gumę i jako ostatnia ze wszystkich wracała do domu – to ja. W czasach sprzed youtube’a i fenomenu Ewy Chodakowskiej, chodziłam na aerobiki (czy ktoś jeszcze tak mówi?), a z roweru korzystałam równie często jak ze szczoteczki do zębów. Przebieżki dookoła jeziora na wuefie zmieniły się w treningi biegowe, a wkrótce w zawody przełajowe. Niemal równolegle zaczęłam tańczyć w zespole i ćwiczyć cheerleading. Do dziś pamiętam, że w liceum miałam taką formę, że do domu ze szkoły wracałam biegiem – dla takiego niecierpliwca jak ja czekanie 5 minut na autobus było tylko stratą czasu! Nie napiszę nic nowego, ale sport uczy pokory i wytrwałości, skutecznie zwalcza chęć użalania się nad sobą i daje ogromną satysfakcję, która magicznie zmienia się w siłę. A właśnie ta siła, jaką dają nam nasze pasje, buduje charakter i pomaga sięgać po więcej.

OD CZEGO ZACZĄĆ?

Na pewno warto uświadomić sobie, że większość ważnych decyzji w naszym życiu wzbudza w nas strach i niepokój. Ale to dobry znak! To znaczy, że cel, który wybrałeś jest ambitny i ma dla Ciebie duże znaczenie. Jeśli nie czujesz ekscytacji przed podjęciem ważnego kroku – to prawdopodobnie nie jest to coś, o co warto walczyć. A jeśli masz już cel, który wymaga od Ciebie przełamania słabości i własnych obaw, zaplanuj kolejne kroki, które pomogą Ci go osiągnąć. Jest jeszcze coś: siebie nie oszukasz. Tylko Ty wiesz, co Ci tam chodzi po głowie i o czym marzysz. Nie tłumacz sobie, że „przecież jest okej, a lepsze jest wrogiem dobrego”. Bla, bla, bla. Namiot może i chroni przed deszczem i owadami, ale dopiero, gdy zmierzysz się z tym, co czeka na zewnątrz, czujesz, że żyjesz! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: