Pierwszy raz w Stanach. Co mnie zaskoczyło?


Napisać, że pierwszy wyjazd do USA mnie pozytywnie zaskoczył, to nic nie napisać. Niby zawsze przed wylotem mam w głowie wizję tego, co mnie czeka w nowym miejscu, ale tym razem rzeczywistość nie tylko doskoczyła do oczekiwań, ale też przerosła je o głowę!

Dziś dzielę się z Wami tym, co zaskoczyło mnie w Stanach najbardziej. Moje obserwacje dotyczą stanu Kolorado (Denver, Westminster, Boulder, Golden), Nevada (Las Vegas) Wielkiego Kanionu Kolorado w Arizonie. Wiem, że moja  podróż do Stanów to ledwo skubnięcie kawałka Ameryki, ale wychodzę z założenia, że zwykle po pierwszym kęsie już wiemy, czy jest dobrze. 😊

> RZECZYWISTOŚĆ W ROZMIARZE XL

Z racji swojej pracy w ciągu tygodnia bywam na kilku różnych lotniskach oddalonych od siebie o kilka tysięcy kilometrów. I choć wśród samolotów czuję się jak u siebie, to skala amerykańskich portów lotniczych dosłownie mnie powaliła. Miałam szczęście być na dwóch lotniskach, które otwierają stawkę >największych na świecie pod względem powierzchni<, czyli Denver w Kolorado i Dallas-Fort Worth w Teksasie. Po prostu WOW!

Dodam, że na wielgachnym lotnisku w Dallas mieliśmy tylko 1,5h na przesiadkę, czego wam, już po fakcie, szczerze nie polecam, bo nawet jeśli po prostu lecicie za znakami, to sam dystans między terminalami lub bramkami przyprawia o szybsze bicie serca. A co dopiero, gdy trzeba przejść dodatkową kontrolę graniczną i przerzucić bagaże z jednej taśmy na drugą! Dwa razy o mały włos nie zdążylibyśmy na samolot –  nasz boarding już trwał, a my dopiero jechaliśmy szybką kolejką do jednego z wielu terminali. Możecie sobie tylko wyobrazić jak wyglądał nasz szalony bieg do gate’u – zresztą, taki finał ma większość amerykańskich komedii. Dobrze, że i tym razem było z happy endem. 😉

Nie tylko lotniska w Stanach robią wrażenie swoją wielkością. Na kilkupasmowych drogach i autostradach ze świecą szukać samochodu, który nie jest pick-upem lub SUV-em. Ogromne są też parkingi – i to wszędzie – autem można dojechać niemal pod każdą atrakcję turystyczną, nawet gdy znajduje się ona wysoko w górach. Na półkach sklepowych królują wielopaki – ciężko znaleźć pojedynczą butelkę napoju. Chcesz colę? Kup 10! Ty nie wypijesz? 😊

> ICE IS NICE

Wielka dolewka to hasło klucz amerykańskich knajp z fast foodem. Płacisz raz, pijesz pod korek. Standardem jest też wielka garść kostek lodu, którą dostaje się na dzień dobry w półlitrowej szklance. Amerykanie uwielbiają pić lodowate napoje. Już mnie wcale nie dziwi, że to oni zjadają najwięcej lodów na świecie! W restauracji przed posiłkiem dostaje się darmową szklankę kranówki, co jest miłym gestem, choć nie każdemu smakuje w niej specyficzny posmak chloru.

> WSZYSTKIE STANY NATURY

Jeśli natura jest matką, niech ta, którą widziałam w Stanach, zaadoptuje mnie na trochę dłużej! Przyroda i krajobrazy w Stanach to z pewnością jeden z tych powodów, dla których muszę tam wrócić! Ogromne amerykańskie przestrzenie dają poczucie wolności, o której na pewno marzył każdy, kto kiedykolwiek gonił swój american dream. Widok Gór Skalistych ciągnący się wzdłuż drogi zapiera dech w piersiach, ale to Wielki Kanion Kolorado plasuje się na 1. miejscu mojej osobistej listy cudów natury, które widziałam w życiu. Co tu więcej pisać, zachód nad Kanionem był przepiękny i nawet hulający lodowaty wiatr nie popsuł tego wrażenia. To jedno z tych miejsc, które po prostu trzeba zobaczyć na żywo, bo żadne zdjęcie ani film nie oddają jego wymiaru i piękna.

Trasę z Las Vegas do Kanionu przejechaliśmy zahaczając o historyczną Route 66, która ponad 30 lat temu została skreślona z listy krajowych autostrad. Teraz jest to malownicza trasa krajobrazowa, której odcinki przecinają Illnois, Nowy Meksyk i Arizonę.

> PIESZO VS AUTEM

No właśnie, a jeśli chodzi o drogi, najbardziej zaskoczyła mnie proporcja liczby aut do liczby pieszych. Bo tych drugich prawie nie ma! Oczywiście poza dużymi miastami, gdzie turyści tworzą gwarny tłum z lokalsami. Widok pieszego na przedmieściach dziwi tak bardzo, że Amerykanie zatrzymują auto i proponują podwózkę. Bo skoro idziesz, a nie jedziesz, to coś nie tak z Twoim autem, hm? Miłym zaskoczeniem była wysoka kultura jazdy. Za każdym razem, gdy chcesz przejść przez ulicę (niekoniecznie po pasach), kierowcy Cię puszczają, zachowując większą niż to konieczne – bezpieczną – odległość i machają do Ciebie wesoło. Żadnych poganiających klaksonów, gazowania i hamowania z piskiem opon.

Jednak brak ludzi na podmiejskich ulicach trochę szokuje. Czemu place zabaw stoją puste? Gdzie są mamy spacerujące z dziećmi? Dla kogo te piękne alejki parkowe i chodniki? Z jednej strony to może być złudzenie. Powierzchnię USA można porównać do całej Europy, za to w Stanach mieszka 400 mln ludzi mniej niż na naszym kontynencie. Z drugiej strony, Amerykanie mają wszędzie daleko (tu nie ma czegoś takiego jak osiedlowy sklep), więc po prostu muszą być mobilni. To wyjaśnia dlaczego dozwolona ilość promili we krwi kierowcy nie może przekraczać 0,8. Galeria daleko, restauracja daleko – gdyby limit był mniejszy, pewnie żaden Amerykanin nie mógłby zamówić wina do kolacji lub wypić kielicha z kumplami po pracy.

> UŚMIECH NA 32 ZĘBY

Coś w tym jest, że Amerykanie uwielbiają small talk i każdą okazję wykorzystują do krótkiej, niezobowiązującej rozmowy. Uprzejmość i uśmiech są tu na porządku dziennym. Gdy przystaniesz na chwilę przy sklepowej półce, za chwilę zjawi się ktoś z obsługi i zapyta, czy znalazłeś to, czego szukasz. Nikt tu nie unika kontaktu wzrokowego, a nawet obca osoba na ulicy uśmiechnie się i przywita kiwnięciem głowy. Bardzo szybko można podłapać ich luz i pozytywne podejście do codzienności. Do tego mogłabym się szybko przyzwyczaić, nawet jeśli to tylko wyuczona poza. 😉

Czy to wszystko? Jasne, że nie! Zaskoczyło mnie jeszcze mnóstwo innych rzeczy: urocze pieski preriowe na skwerku koło centrum handlowego, zdecydowanie za duże szpary w drzwiach publicznych toalet (gratka dla podglądaczy), nacisk na bezpieczeństwo na każdym kroku, a także czyste powietrze, którym oddycha się pełną piersią i halloweenowe szaleństwo widoczne na każdym ganku i balkonie.

To wszystko i wiele innych wspomnień miałam w głowie w drodze powrotnej, gdy z okna samolotu obserwowałam coraz mniejsze i mniejsze lotnisko w Denver. I wtedy poczułam oczywistą pewność: niedługo tu wrócę. Po więcej i na dłużej. See you soon! 

 

 

 

One thought on “Pierwszy raz w Stanach. Co mnie zaskoczyło?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: