MMOM #luty


Luty już za nami! To taki trailer nadchodzącej wiosny, czas wręczania walentynek i Oscarów, no i oblizywania palców z lukru po czwartkowych pączkach. Mimo, że luty to najkrótszy miesiąc, nie zabrakło w nim okazji na nowe inspiracje i przygody, którymi chętnie się z Wami podzielę. 😉

 

Czas na Moje Małe Odkrycia Miesiąca:

 

PODRÓŻE

Tallinn | Helsinki

O odwiedzeniu Tallina myślałam już długo. Stolica najmniejszego z trzech krajów bałtyckich co roku zajmuje wysokie miejsce w rankingu smart digital cities, czyli miast, które wprowadzają inteligentne innowacje cyfrowe. Tym bardziej nie dziwi, że popularny Skype powstał dzięki programistom z Tallina. Estonia może się pochwalić wieloma udogodnieniami dla obywateli, np. darmową komunikacją miejską, możliwością głosowania online w wyborach, cyfrowymi podpisami dla większości transakcji, a także siecią globalnych inkubatorów innowacji (np. Starship Technologies). Dostęp do szybkiego internetu jest tu kwestią kluczową.

Zabytkowa starówka Tallina jest wpisana na listę UNESCO i zdecydowanie jest warta zobaczenia. Średniowieczne kamienice i wzgórze zamkowe Toompea tworzą jakby dwa poziomy starego miasta – niższą i wyższą, a w labiryncie brukowanych uliczek łatwo i miło się zgubić. Kto chciałby poczuć prawdziwe średniowiecze, niech zajrzy do uroczej tawerny III Drakoon. I niech nie zaskoczy Was nieco gburowata obsługa za barem – w końcu to XII wiek, a styl ubioru i mówienia rubasznych kelnerek jest po prostu częścią tego miejsca. Zjecie tu m.in. zupę i kiełbaski z łosia, tłuste żeberka, słodkie wypieki z jabłkiem i wypijecie smaczne piwo lub grzane wino.

Miejscem, które warto odwiedzić w Tallinie jest Telliskivi Creative Center, gdzie na terenie byłego kompleksu przemysłowego znajdują się liczne małe sklepy, pracownie projektantów, kreatywne startupy, galerie i ciekawe miejsca z gastronomią (zlokalizowane np. w wagonach pociągowych i kontenerach) – a wszystko to w otoczeniu street art’u.

Warto zajrzeć też na Balti Jaama Turg, czyli zlokalizowany na trzech poziomach rynek skupiający liczne lokale z jedzeniem, stoiska z eko żywnością, wyroby przemysłowe, estońskie rękodzieło, oryginalne ubrania i antyki. Idealne miejsce na zakup pamiątek.

Oczywiście obowiązkowo trzeba wybrać się nad morze, bo w końcu nic tak nie relaksuje jak spacer plażą wśród skrzeczących mew. 😊

Do Helsinek dopłynęliśmy komfortowo w 2 godziny promem, a na miejscu znów przeszliśmy dużo kilometrów – szczególnie, że miasto to było znacznie droższe od Tallina i za piwem tańszym niż 6 euro trzeba było się trochę nadeptać. W kraju Muminków nie mogło zabraknąć wizyty w kultowej helsińskiej cukierni Mumin Kaffe, gdzie w towarzystwie postaci z ulubionej bajki wypiliśmy pyszną kawę i zjedliśmy słodkie drożdżówki z nadzieniem pistacjowym.

Jako miłośniczka łyżew zawsze ekscytuję się jak dzieciak widząc otwarte lodowisko w centrum miasta, gdzie można pośmigać w rytm muzyki przy świetle neonów nowoczesnych biurowców i centrów handlowych. Mega klimat!

 

Oba miasta pozytywnie mnie zaskoczyły – uwielbiam skandynawski design i nowoczesną architekturę, więc nawet zwykły spacer ulicami tych miast czy wnętrza przypadkowo odkrytych knajpek były miłym dla oka i ducha doświadczeniem. Zaskoczyła mnie też mnie bogata oferta gastronomiczna tych miast – szczególnie pod kątem zdrowych opcji wegetariańskich i wegańskich.

Gdzie zjeść w Tallinie?

Vegan Inspiratsioon, Lai 44

Przepyszna kuchnia wegańska – to miejsce polecam każdemu! Szczególnie sceptycznym mięsożercom, żeby zobaczyli jak smaczna i ciekawa jest kuchnia roślinna. Mój chłopak się przekonał i sam mnie tam zaciągnął drugi raz! Na widok tych dań aż cieknie ślinka. Opcje śniadaniowe i lunchowe. Najecie się na pewno! Obsługa tak przyjazna, że kelnerka na odchodne nas mocno wyściskała. 😉

Kompressor, Rataskaevu 3

Bardzo smaczne naleśniki na słodko i słono (np. z kremem krewetkowym lub popularnymi w Estonii śledziami) w przystępnych cenach.

Gdzie zjeść w Helsinkach?

Levant, Bulevardi 15

Pyszna kuchnia libańska, pełna aromatycznych przypraw i apetycznych kolorów! Wszystko świeże, chrupiące, estetycznie podane i zdrowe. Do wyboru m.in. falafele, talerze Meze, wege burgery, sałatki, rollsy z halloumi. Przytulny, nieduży lokal pełen kolorowych poduszek.

 

A jeśli macie ochotę posłuchać jak brzmi język estoński, to TUTAJ macie małą muzyczną próbkę. 

 

KSIĄŻKI

Pani Swojego Czasu – Ola Budzyńska

Polecam wszystkim dziewczynom, które narzekają, że czas im przelatuje przez palce, a one dalej stoją w miejscu. Autorka podpowiada jak skutecznie organizować czas, planować zadania i osiągać cele. Ale robi to fajnie – nie próbuje przekonać, że musisz być super zorganizowana, bo nie każdemu planowanie dni i tygodni będzie pasować. Pokazuje, że dzięki lepszej samodyscyplinie ma się przede wszystkim więcej czasu dla siebie! Nie jest to złota recepta jak mieć jednocześnie lśniące mieszkanie i sukces w pracy, tylko raczej masa konkretnych informacji jak umieć wybierać, co jest dla Ciebie naprawdę ważne, a na co nie warto marnować cennych minut. Polecam, bo nie jest to książka-wydmuszka, po której dalej nie wiadomo co i jak zmienić.

Ola Budzyńska poza napisaniem tej książki, nagrywa podcasty, robi kursy online i prowadzi webinary.

Więcej TUTAJ.

Kompas dietetyczny. Jak zdrowo jeść i nie zwariować – Kast Bast

Wielką zaletą tej książki jest przede wszystkim to, że nie przedstawia jakiejś kolejnej utopijnej, rewolucyjnej diety-cud, która zmienia życie na lepsze. Takimi książkami przeładowane są sklepowe półki, tylko że niewiele z nich wynika lub ich treści nie są poparte żadnymi dowodami i badaniami. W swojej książce Kast Bast, czyli niemiecki pisarz naukowy i specjalista od nowoczesnego żywienia, rozprawia się z często powtarzanymi mitami o jedzeniu, bardzo szczegółowo omawia główne grupy składników odżywczych oraz daje konkretne i wiarygodne zalecenia żywieniowe. Książka jest bardzo szczegółowa i sporo w niej naukowego nazewnictwa, ale jeśli tak jak ja, przeczytaliście już masę książek o zdrowym żywieniu i macie ochotę uporządkować swoją wiedzę, to polecam bardzo!

 

SERIAL

Dom z papieru/Casa de Papel (dostępny na Netfliksie)

Obejrzałam 2 sezony z przyjemnością, choć w fabule nie brakowało małych niedorzeczności i absurdów. Kto oglądał, ten pewnie wie o co chodzi. 😉 Ale to nic, bo w pełni zgadzam się z ukochanym Tarantino, że kino powinno przede wszystkim bawić i dostarczać rozrywki. I tak się właśnie czułam oglądając historię ośmiorga przestępców napadających na hiszpańską mennicę pod okiem genialnego Profesora. Świetnie zagrany, dużo w nim zwrotów akcji i nieogranych jeszcze motywów. Soczyste, hiszpańskie przekleństwa i temperamenty bohaterów dodają tej produkcji dużo pikantnego smaku. Świetny scenariusz, więc czekam na trzeci sezon!

 

FILM

Powrót Bena/Ben is back

Obejrzałam ze względu na Julię Roberts i to właśnie dla jej roli warto ten film zobaczyć. To obraz relacji kochającej matki i uzależnionego od narkotyków syna, który niespodziewanie wraca do domu z odwyku tuż przed Świętami. Nie mija jednak dużo czasu, gdy pojawiają się kolejne pokusy, a przeszłość bohatera szybko mu o sobie przypomina. Temat uzależnień w kinie zawsze robi na mnie wrażenie, choć chyba najmocniejszą produkcją był dla mnie do tej pory Requiem dla snu sprzed 19 lat. W Powrocie Bena wyraźnie widać, jak łatwo uwierzyć ukochanej osobie, że wszystko może się jeszcze ułożyć – w zderzeniu z tym, jak wielkim i trudnym do pokonania okropieństwem jest nałóg.

 

LIFE HACK | zero waste

Im mniej plastiku, tym lepiej

W lutym postanowiłam wprowadzić małą zmianę ograniczającą zużycie plastiku – zrezygnowałam z kupowania butelkowanej wody mineralnej. Woda w naszych kranach jest w pełni przebadana i wartościowa – zawiera cenne biopierwiastki (wapń i magnez).  Zwykle jestem w ruchu, więc kupiłam sobie butelkę, która filtruje wodę w trakcie picia. Mogę ją uzupełnić w dowolnym miejscu poza domem bez obaw o jakość wody, bo ma ona wymienny filtr z węgla aktywnego, który ogranicza m.in. ilość chloru. Do tej zmiany przekonały mnie konkretne liczby: jeśli w ciągu dnia piję 2-3 l wody butelkowanej, to rocznie generuję od 17 do 25 kg plastikowych odpadów (a butelka PET rozkłada się nawet kilkaset lat)! Poza tym to oszczędność kasy, a ja wolę mieć więcej na podróże. 😉

TUTAJ znajdziecie dużo przydatnych informacji w tym temacie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: