Czy stewardesa lubi latać?


Czy do lotnictwa trafiają sami pasjonaci latania? Jak w każdym zawodzie, są tu ludzie z przypadku, z rozsądku, z potrzeby zmiany. Ale tylko tu trafia się po obejrzeniu “View from the Top”. 😉

Gdy byłam mała, nazywałam chmury watą i byłam pewna, że choć na jednej z nich można naprawdę usiąść. Pierwsza lotnicza podróż do Turcji rozwiała moje dziecięce wizje, gdy nasz Boeing migiem przecinał kolejne obłoki.

Nigdy nie bałam się latać, za to odkąd pamiętam kochałam lotniska i huk odrzutowców nad głową. Gdy jeszcze nie było tanich linii ani tanich biletów, przelatujący samolot wprawiał w zachwyt i rozbudzał marzenia o dalekich rejsach. Dziś już mało kto zadziera głowę w niebo, bo podróż lotnicza stała się po prostu jedną z opcji.

Jedni lubią latać dla samego latania – i ci zajmują miejsca w kokpicie. Drudzy latają, bo chcą eksplorować świat. A są i tacy, co latają, bo muszą – a często bardzo nie chcą i boją się za każdym razem tak samo. To właśnie jedna z pasażerek z awiofobią, która przez cały lot nie chciała puścić mojej ręki, zadała mi to proste, a jednak zaskakujące pytanie: Czy stewardesy lubią latać?

Pomyślmy…

Latanie to moja praca. Czy ją lubię? Hm. Skoro jeszcze tu jestem i od kilku dobrych lat nie kliknęłam w żaden portal pracy? Jeśli daję radę wstawać o 3:00, choć głośno przeklinam, gdy słyszę pierwszą nutkę budzika? Jeśli podróżuję więcej niż kiedykolwiek, a w samolocie czuję się jak u siebie… Wciąż widzę więcej plusów bycia tu, gdzie jestem i jak zawsze – ufam sobie, że moment, w którym powinnam coś zmienić, będzie widoczny co najmniej jak pas startowy nocą.

 

No to jak, czy stewardesa lubi latać?

 

TAK, ALE NIE ZA DUŻO

Ponoć liczby dobrze działają na wyobraźnię, więc pokażę Wam statystyki z mojego grafiku pracy. W ciągu ostatnich 365 dni zrobiłam 384 loty, co daje ponad jeden lot dziennie w ciągu całego roku. Nie chcę nawet myśleć jak wysoką rekompensatę powinnam wpłacić za emisję CO2, bo obawiam się, że już nigdy spokojnie nie zasnę. Pocieszam się faktem, że w tym czasie ponad 60 000 pasażerów poleciało na upragnione wakacje lub uciekło z kraju za lepszym życiem.

Jak w przyrodzie bywa, co za dużo, to niezdrowo. Każdy członek załogi ma swoje odchyły, które uaktywniają się po kilku lotach – nazywamy to “syndromem trzeciego lub czwartego sektora” (sektor to po prostu lot). I tak: zdarza się, że gdy zmęczenie daje się we znaki lub poziom stresu danego dnia przekroczył normę – śmiejemy się bez powodu z całkiem nieśmiesznych żartów lub tekstów pasażerów. Winimy za to hipoksję, czyli niedotlenienie organizmu, która sprawia, że mamy nad wyraz dobre humory, często nieadekwatnie do sytuacji.

Koleżanka z pracy zwierzyła się kiedyś, że mimo dużego zmęczenia nie może zasnąć, bo jest za cicho – więc włącza okap w kuchni, by jego szum choć trochę przypominał hałas w samolocie. Lubimy też snuć plany, czego to nie zrobimy po zejściu z pokładu, a zdarza się, że stać nas tylko na głośne “bach!” na łóżko w mundurze i bezmyślne gapienie się w sufit.

 

TAK, ALE LEPIEJ PO PRACY

Każda stewardesa usłyszała (żeby to raz!) pytanie: “A jak gdzieś lądujesz, to masz czas na zwiedzanie?” Można latać long-haul’e i spędzać kilkadziesiąt godzin za Oceanem lub za każdym razem wracać do swojej bazy – wszystko zależy od trybu pracy i linii lotniczych. Jednak zapewniam, że wszystko ma swoje cienie i blaski, a poszczególne załogi zazdroszczą sobie wzajemnie innych rzeczy. Bo fajnie jest wrócić do swojego łóżka, ale równie ciekawie obudzić się hen, daleko i zacząć dzień od american bagel lub kawy po turecku. W każdym razie praca to jednak praca, a odespać też kiedyś trzeba.

Nie przestałam lubić samego latania, choć łapię się na tym, że mam niewiele chwil, by faktycznie od fruwania odpocząć. Bo gdy tylko mam wolne, to znów wskakuję na samolot – tylko tym razem na inne miejsce. Jeśli mam wybierać, to z oczywistych względów wolę podróżować po pracy, dla przyjemności – tym bardziej, że tak cudownie śpi mi się na miejscu pod oknem, gdy świeci zachodzące słońce, a ja – dla odmiany – nie muszę robić nic.

 

TAK, ALE W DOBRYM TOWARZYSTWIE

I mowa tu nie tylko o załodze, ale i pasażerach. Bo jedni i drudzy mogą nam nieźle ten lot uprzykrzyć. Niestety. Mimo scenerii nie z każdym złapiesz w lot dobry kontakt i nie z każdym poczujesz prawdziwy flow w rozmowie. Czasem musisz mieć oczy dookoła głowy, by ktoś niedoświadczony nie zrobił głupiego błędu lub pracować za dwoje, gdy masz do czynienia z leniem. Im bardziej zgrana załoga, tym i czas szybciej mija, no i atmosfera jakaś milsza. Co innego pasażerowie – tu już całkiem nie mamy wpływu kto i z czym przekroczy próg naszego odrzutowca. Nie zawsze nasze door selection wyłapie wszystkie osobliwości, tym bardziej, że niektóre z nich dają o sobie znać po kilku głębszych. A niektórych wyprowadza eskorta.

Na długich lotach miło schować się w przytulnym kokpicie i poczuć prawdziwą frajdę z latania, podziwiając widoki, które się nie nudzą.

 

TAK, ALE BEZ PRZESADY

Nie ufam stewkom, które każdy dzień pracy zaczynają słodkim selfie (ups, crewfie), podpisanym “I love my dream job!” i opatrzonym migającą chmurką. Pełno tego na Instagramie i gdybym nie znała tej profesji od kuchni, to może bym się nabrała na te szerokie uśmiechy, które nie znikają z twarzy nawet po 12 godzinach, 4 lądowaniach i obcowaniu z 700 pasażerami w jednej, wąskiej kabinie.

Nie żebym chciała gasić lotniczy entuzjazm, bo uwielbiam, gdy ludzie go mają, jednak czy da się tak non stop? No nie. Zapewniam Was, że każdemu członkowi załogi czasem zapala się lampka wyładowania i skrycie marzy, by gdzieś na pokładzie faktycznie był spadochron do błyskawicznej ewakuacji. Najlepiej z dala od ludzi. Na tydzień lub dwa. Zakończę banalnym bon-motem stworzonym na potrzebę tego tekstu: Praca na wysokości daje w kości.

 

Lotnictwo łączy ludzi, którzy za żadne skarby nie wysiedzą za biurkiem i ponad wszystko cenią sobie wolność. Bo choć mówi się, że pracując dla kogoś, spełniamy cudze marzenia, to w lotnictwie jest masa osób, które przy okazji spełniają swoje własne. Ja też.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: